niedziela, 28 października 2012

rozdział 7.- Valerie


Stanęłam pod domem Liama. Wyłączyłam światła, silnik, wszystko. Drzwi wciąż miałam zablokowane. Starałam się ogarnąć, ale nie mogłam. Serce nadal mi waliło, oddychałam szybko i krótko. Tym razem nie powstrzymywałam dreszczy. Poczułam, jak łzy spływają mi po policzkach. Ręka, za którą meżczyzna mnie pociągnął, okropnie bolała.
Przetarłam twarz ręką , i otworzyłam schowek. Na samym dnie leżała paczka papierosów.
Tak, nawet ja czasem muszę zapalić. Ale to tylko w wyjątkowych sytuacjach.
Lekko otworzyłam okno od mojej strony i zapaliłam papierosa. Zaciągnęłam się, i z ulgą wypuściłam dym. Ponownie się zaciągnęłam i zaczęłam płakać. Musiałam jakoś pozbyć się wszystkich emocji !
Kątem oka zauważyłam, że Liam wygląda przez zasłony. Zgasiłam niedopałkę i wyszłam z samochodu. Podeszłam do drzwi, i nim zdążyłam zapukać, Liam już mnie wpuścił.
Bez wahania się do niego przytuliłam. Raczej tak mocno tego nie zrobiłam, ale on stęknął jakby go coś zabolało.
-Oj, przepraszam.- delikatnie się od niego oderwałam.
-Nic się nie stało.-przyciągnął mnie spowrotem do siebie.
Przy nim czułam się bezpieczna. Znów chciało mi się płakać. Automatycznie do mojej głowy zaczęły napływać obrazy sprzed niecałej godziny.
Starałam się wstrzymać łzy, ale nie udało mi się. Powoli Liama koszulka robiła się mokra od moich łez.
-Valerie, co się stało?-spytał zatroskany.
Nie odpowiadałam. Nie mogłam. Nie miałam siły. Emocje jeszcze nie opadły.
-Val, kochanie, powiedz!
Spojrzał mi w oczy. Przez chwilą poczuła się... sama nie wiem jak... Ważna ? Kochana ? Nie no, kochana jestem . Znaczy się mama i babcia na pewno mnie kochają, co do Jes to nie jestem pewna. Ale... brakowało mi bliskości chłopaka.
-Przytul mnie.-wychrypiałam , przy czym mało się nie obsmarkałam.
Liam zaprowadził mnie do salonu, usiadłam na sofie.
-Powiesz mi co się dzieje ?
-Ja... Wracałam od Dan, i ... Jakiś facet... On mnie dotykał... I gonił...- wychlipałam- I ja go uderzyłam... I potem wjechałam w niego i... Liam, boję się !
-Spokojnie, już dobrze.- powiedział siadając obok mnie, przy czym znów stęknął.
-Wszystko dobrze ?- spytałam.
-Tak, tylko...- zawahał się- Wszystko w najlepszym porządku.
-Kłamiesz.
-Nie, nie kłamię!
-Łżesz jak mało kto !-krzyknęłam.
-Cii, bo obudzisz Jess.
-A , no tak, przepraszam. - szepnęłam- To powiedz mi co się stało. Boli cię coś ?
Zawahał się, ale podniósł koszulkę. Brzuch miał owinięty bandażem, który był już delikatnie przesiąknięty krwią.
-Kurwa, Liam ! Co ci się stało ?! To Jess ci zrobiła ?! - poderwałam się z siedzenia i zaczęłam się wydzierać.
-Nie, spokojnie ! To nic takiego ! - złapał mnie za rękę.- Po prostu... kurcze... Jess została zaatakowana przez jakiegoś typa . Chciałem jej pomóc, ale mnie dźgnął. Ale nikomu nic się nie stało.
-Pokaż mi tą ranę.
Usiadłam obok niego, i pomogłam mu delikatnie odwiązać bandaż. Na niesamowicie wyrobionym brzuchu, była krótka czerwona, teraz niemalże brązowa, kreska zaschniętej krwi. Nawet kilka centymetrów od rany skóra była czerwona.
Delikatnie palcem dotknęłam miejsca kawałek od rany, żeby żadne bakterie z moich dłoni nie dostały się do rozcięcia.
Skóra była rozpalona, widać nie za bardzo wziął sobie do serca to, że do rany może się wdać zakażenie.
-Poczekaj chwilkę. - powiedziałam i udałam się do kuchni. Znalazłam wodę utlenioną, i z lodówki wzięłam śmietanę. Poszłam do łazienki i wzięłam waciki, i jeszcze świeży bandaż znalazłam. Zaniosłam wszystko do salonu i poszłam umyć ręce.
Kiedy wróciłam do Liama, on nie za bardzo wiedział o co chodzi ze śmietaną.
Kazałam mu się położyć, a on wykonał moje polecenie. Przemyłam mu ranę wodą utlenioną, a potem delikatnie ranę, i okolice rany posmarowałam śmietaną.
-Po co to wszystko ?-spytał.
-Domowe sposoby, żeby rana się szybciej zagoiła.- wyjaśniłam.
Pomogłam mu obwiązać brzuch świeżym bandażem. Liam pociągnął mnie na swoje kolana.
-Val, czemu palisz ?-spytał.
-Tak jakoś, żeby się uspokoić. Ale tylko w wyjątkowych sytuacjach.
Kiedy to mówiłam, odległość między naszymi twarzami się zmniejszała. Zaraz na ustach poczułam jego gorący oddech. To co poczułam, było nie do opisania. Zresztą jak to, co stało się później.
Nasze usta zetknęły się w pocałunku. Niby takie nic, póki Liam nie przejął "steru". Delikatnie przejechał językiem po mojej dolnej wardze, po czym rozchylił mi delikatnie usta. Nasze języki się zetknęły. Jednak to wszystko było takie delikatne, wszystko działo się powoli, jakbyśmy się w tym zatracali.
Przygryzłam jego wargę, dzięki czemu akcja przyśpieszyła.
W końcu musieliśmy odetchnąć, chociaż nasze usta nadal dzieliły centymetry. Wciąż patrzeliśmy sobie w oczy.
Wtuliłam się w jego ramię , wdychając delikatny zapach jego perfum.
-Przepraszam. -szepnął.
-Nie masz za co przepraszać.
-Myślałem, że będziesz zła...
-Nie jestem.
-Tak krótko się znamy...
-Racja.
-Val...
-Tak.?
-Nie wiem czy dobrze wydaje mi się, ale cię... kocham.
Zaniemówiłam, ale uśmiechnęłam się.
-Val? Przepraszam.
-Nie przepraszaj. - powiedziałam patrząc mu w oczy i pocałowałam go delikatnie w usta, po czym znów się wtuliłam w jego ramię.
Zamknęłam oczy z myślą, że jednak też go kocham. Przynajmniej tak mi się wydaje. Przynajmniej na dziś dzień. I nie mam zamiaru go stracić. Nie teraz. Możliwe że nigdy.

3 komentarze:

  1. wow super nie mogę się doczekać co będzie dalej:) Zapraszam na ten blog allyouneedislove1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawie :d czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebiście opisujesz takie sceny z pocałunkami ;D

    OdpowiedzUsuń